Miałam lat 10, może 12. Mama na konferencji w szkle, tata w delegacji-uznaliśmy ze starszym o 7 lat bratem, że zamiast odgrzewać przygotowany obiad-z ziemniaków zrobimy kopytka. Jako przyszła gospodyni, koniecznie chciałam grać pierwsze skrzypce w tym przedsiewzięciu. Do sparwy podeszliśmy profesjonalnie-w książce kucharskiej był przepis na kopytka (chyba zwane jakoś inaczej…), ba, nawet poważyliśmy wiekszość produktów, poza….maką. Uznałam, że 2 szklanki i 2 lyżki-proste do odmierzenia bez wagi. Ale dlaczego ostatecznie użyłam wyłącznie 2 łyżek mąki, nie wiem do dziś. Lepiło się to coś do rąk, ale byłam nieugięta, walczyłam do końca. Z niemałym trudem „kopytka” znalazły się we wrzątku. Brat podjał się odcedzania… i wyskoczyło.jedno, wielkie KOPYTO. O kształcie dna garnka-taka gruba poducha z rozgotowanego ciasta. Rozpacz moja sięgała zenitu, ale brat orzekł, że kopyto to jak wieksze kopytka i luz. Do dziś regularnie mnie pyta, czy czasem kopytek nie planuję robić :0 A to już baaaardzo stara historia… Ciekawe, że takie sprawy pozostają w pamieci przez lata.
No o placku ze śliwami, do którego nie dodałam jaj i wyszedł, jak orzekła moja córka „taki,no……. trochę naleśnik ze śliwami”, to już nie wspomnę……..
Kopytka :P
Wyświetlanie 2 wpisów - od 1 do 2 (z 2 w sumie)
- Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.
Chcesz dołączyć do rozmowy?
Zaloguj się kontem SmakujeGotuje – tym samym, którym dodajesz przepisy. Działają też loginy i hasła ze starego forum.