Nie chcę się podłączać pod posty o dzieciach, które nie jedzą, bo… jedzą tony słodyczy, bo nie o tym chcę rozmawiać.
Drogie mamy… macie jakieś metody na dzieci, które nie jedzą, bo nie jedzą? Pozafarmakologiczne najchętniej.
Oczywiście rady typu: „nie dawać jeść w nocy” nie są pożądane, bo zwyczajnie nie mają sensu.
Za mojego dzieciństwa to się podawało jakieś cytrusowe syropki, pamiętam. Nikt nie myślał o podejściu psychologicznym. A ja mam wrażenie, że mój syn tym bardziej nie je, im bardziej ja go karmię. :/
Jakie podstępy sprawdzałyście? Jakie działają?
Postawić, niech sam je, albo nie? Przestać chodzić z jedzeniem? (To jasne, ale trudne, gdy dziecko jest na 3cim centylu.) Dawać inne konsystencje?
Podrzućcie coś, bo szaleję powoli…