nasze rodzinne perypterie

Dzastonoga

Uczestnik

Moja mama była w kuchni aborygenem. Nigdy się nie nauczyła gotować. Niania była na wakacjach a tu goście jada. Co robić? od koleżanki wytrzasnęła przepis na ciasto. Wyszły z piekarnika dwa brunatne kola. Mama podała ciasto z komentarzem: jedno jest gorsze a drugie suchsze. I tak było.
Brat wdał się w Matkę. Postanowił wykonać na Wielkanoc paschę. Zdobył przepis i zabrał się do roboty. Przepis zaczynał się od produkcji twarogu. Kupił z 10 litrów mleka, nastawił je na twaróg i czekał. Potem zgrabnie wszystko przelał przez durszlak o dużych oczkach. Na jego dnie ostała się łyżeczka twarogu.
Siostra ma talent po Matce. Upiekła ciasto, coś w rodzaju pleśniaka. Była cala blacha! Dlutem i mlotkiem dzielilismy na porcje przez caly tydzien.
Ojciec wrocil ze szpitala po zawale. Umial zrobic herbate, jajecznice i co o dziwo jablka w ciescie ptysiowym. Pychota! Rodzinka zasiadla przy stole a Ojciec z duma wkracza z cieplutkim wypiekiem. Nam slinka cieknie po gebach. I trach! potknal sie na progu i ciasto bec na podloge…Ojciec szary, Matka przerazona. Z siostra w mig pojelismy sytuacje. Rzucilismy sie na piodloge i w mig ciasto zniklo. Ojceic przezyl, Matka maiala pretensje, ze nic jej nie zostawilismy.

Wyświetlanie 1 wpisu (z 1 w sumie)
  • Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.

Chcesz dołączyć do rozmowy?

Zaloguj się kontem SmakujeGotuje – tym samym, którym dodajesz przepisy. Działają też loginy i hasła ze starego forum.

Zaloguj się Załóż konto